środa, 14 września 2016

hybrydy#27 Victoria Vynn pure creamy 012

 O tym, że jestem fanką hybryd nie muszę nikomu mówić. Dosłownie je uwielbiam i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam zwykły lakier- oprócz odżywki. Trwałość, łatwość aplikacji i szybki efekt bez oczekiwania na suche paznokcie- za to je kocham.
Sama używam różnych firm i wcale nie uważam, że muszę być wierna jednej.
Ostatnio wypróbowałam hybrydy Victoria Vynn, które od pewnego czasu są bardzo modne zwłaszcza wśród blogerek. Zobaczcie, co tym razem miałam na paznokciach i jakie są moje wrażenia.:)
 
Seria hybryd Victoria Vynn pure creamy jest przeznaczona do użytku profesjonalnego w salonach, a nowoczesność polega na tym, że oprócz utwardzania w lamie LED są one usuwane alkoholem.
Zabieg składa się standardowo z 3 etapów: baza-kolor-top.
Wrócę jeszcze na moment do opakowań, które mnie urzekły- proste buteleczki i graficznym kształcie. Każda bardzo wyraźnie opisana, a kolory oprócz numerków i nazwy można odróżnić po naklejce na pędzelku. Zdecydowanie łatwiej znaleźć ten, o który nam chodzi.


 Zarówno baza, jak i top są rzadkie. Początkowo miałam z tym problem i miałam wrażenie, że zalewałam skórki przy nakładaniu. Do tej pory używałam hybryd gęstych, więc było to wyzwanie. Z drugą ręką poszło o wiele sprawniej, bo opanowałam sposób aplikacji- tu jeszcze wspomnę, że buteleczki wypełnione niemal po brzegi, więc bez obaw- możecie zmieniać kolor kilka razy w tygodniu, a wystarczy na długo.
   Postawiłam na kolorem 012-Candy Blush, czyli cudowny malinkowy kolor, delikatnie rozbielony. W pomieszczeniu ma pomarańczowo-czerwone tony. Mam wrażenie, że w każdym miejscu wygląda inaczej- w zależności od pory dnia i światła.
Chciałam wymyślić coś ambitnego, ale tradycyjnie nie było na to czasu, a ze względu na to, że Marcin krzyczał, że mu będę smrodzić w pokoju zrobiłam bardzo proste pazurki. Swoją drogą lakiery nie śmierdzą, wcale nie mają zapachu, więc bardzo duży plus.

Palce środkowe i serdeczne ozdobiłam syrenką- nakładałam podwójnie, więc efekt bardziej złoty. Zanim zabrałam się za robienie zdjęć zdążyłam już wolny brzeg delikatnie przetrzeć, co można zauważyć na zdjęciach.
A tak prezentują się w całości:




Pazurki wytrzymały 2 tygodnie- nic się z nimi nie działo, nie odprysnęły(oprócz syrenki zaraz na początku), Wyglądały ślicznie- czyli jednak nie zalałam skórek ;)

Hybrydy pure creamy można zdejmować na dwa sposoby- standardowo acetonem lub specjalistycznym preparatem Alco remover- na bazie alkoholu, który jest bezpieczniejszy dla paznokci. Przed jego użyciem trzeba usunąć bloczkiem warstwę topu. Przestrzegam jednak, żeby Alco removera nie stosować do zdejmowania hybryd innych firm, bo te słabo się odmaczają:)

13 komentarzy:

  1. Podoba mi się kolor z syrenką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubie efekt syrenki na paznokciach ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale ładneee :3 i kształt paznokci mga !

    OdpowiedzUsuń
  4. śliczny manicure, bardzo lubię te hybrydy

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolor świetny, nawet bez efektu syrenki robi wrażenie:) Ja niedawno zaczelam przygodę z hybrydami, teraz rozumiem w czym tkwi ich fenomen:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. ładne kolorki, całość przyjemnie sie prezentuje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. kolorek cudny! używam ich w salonie, mam ochote sama je spróbować :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się odpowiadać na większość z nich:)