piątek, 15 lipca 2016

Lirene- peeling gruboziarnisty z algą morską

Wreszcie udało mi się zrobić cokolwiek. Nie jest to szczyt moich marzeń, bo wstałam przed 6 i nadal nie wiem, jak półtorej godziny zleciało, a przecież nic nie robiłam.;/ Ale nie będę narzekać, zmobilizowałam się i będzie w końcu recenzja :)

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać peeling, którego używałam w jakiś czas, i używałabym nadal, gdyby nie został u babci, ale niestety nie można zabrać wszystkiego do jednej torby:)

Lirene
Peeling gruboziarnisty z morską algą
 cena/pojemność: 15zł/75ml
Bardzo lubię taką formę opakowań przy peelingach, z resztą jest ona chyba najpopularniejsza, higieniczna i wydajna miękka tubka zamykana na zatrzask. Opakowanie jest ładniutkie i wygląda profesjonalnie. Znajdziemy na nim pełen opis działania.

 Po otwarciu tubki dociera do mnie zapach, który bardzo dobrze znam- zapach masek algowych, słodki, przyjemny, relaksujący. Peeling ma kremową postać, fiołkowy kolor i zanurzone są w nim granulki, które pod wpływem masażu rozpuszczają się. Stosowałam na mokro i sucho, ale najprzyjemniejszy masaż uzyskiwałam na minimalnie zwilżonej skórze.
 Początkowo obawiałam się, że będzie on bardzo mocny, bo w końcu gruboziarnisty, ale na szczęście była to 'zmyłka' dotycząca wielkości drobinek, a nie ich mocy. Podczas masażu nie czułam żadnego szczypania, czy podrażniania skóry- zwykły peeling, powiedziałabym nawet, że bardzo delikatny. Ładnie oczyszcza skórę, zostawia ją odświeżoną, gładką, a czasami zauważałam minimalną poprawę kolorytu- jeśli wcierałam go przez dobrych kilka minut.
W peelingach zależy mi na tym, aby dobrze oczyszczały i wygładzały skórę, a także, żeby usuwały naskórek, głównie suche skórki w okolicy nosa, czasami brody. Tutaj niestety bywało tak, że z suchymi skórkami sobie nie radził do końca- był zbyt delikatny. Jednak mimo wszystko jestem z niego zadowolona i być może w przyszłości wrócę do niego.
Zapomniałam dodać, że był to jeden z upominków, które dostałam od Mikołajki na spotkaniu blogerskim :)

12 komentarzy:

  1. nie przepadam za gruboziarnistymi peelingami, ale skoro to taka zmyłka to ok. mimo wszystko wolę kupić drobnoziarnisty z ogromną ilością tych drobinek w kremie z ziaji lub z avonu. a przyznam, że odkąd używam kwasu potrójnie hialuronowego to nie zauważyłam żadnej suchej skórki na twarzy;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie mocne ździeraki do twarzy :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie lubię dleikatnych peelingó :< a dziwne, ze ten taki jest skoro gruboziarnisty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no taka nazwa ni w 5 ni w 10;/ bez sensu bo gruboziarniste to ciało, no ale..;d

      Usuń
  4. Ja lubię mocne zdzieraki, ale może ten też wypróbuję :D

    OdpowiedzUsuń
  5. CHętnie przetestowałabym go na własnej skórze ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jednak jestem fanką nieco mocniejszego zdzierania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Do twarzy lubię delikatniejsze peelingi. Tego jeszcze nie miałam, zapach na pewno bardzo przyjemny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię Lirene, ale peelingu tej marki jeszcze nie miałam - trochę wystraszyłabym się tego opisu na opakowaniu - bo moja wrażliwa skóra nie lubi grubych drobinek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nazwa zupełnie nie adekwatna do zawartości :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się odpowiadać na większość z nich:)