sobota, 2 kwietnia 2016

Missha Pure Source maseczka rozjaśniająca

Co tam u Was? U mnie cudownie świeci słoneczko od samego rana. Pobudka o 6.30(bo ktoś jest głodny;)) i od razu zabrałam się za pisanie pracy. Idzie mi to opornie, nie ma to ani sensu, ani składu i wgl jest zaczęte od „D” strony, ale muszę to skończyć najpóźniej jutro i oddać cokolwiek;/ No nic. My za chwilkę wybieramy się do Przemyśla- kolejny raz, kiedy tam jedziemy razem pogoda nam sprzyja. Korzystając z chwilki chciałam się z Wami podzielić wrażeniami na temat maseczki, którą miałam możliwość przetestować dzięki iperfumy.pl



Maseczka w płacie zapakowana była w foliowe opakowanie. Niestety zero polskiej informacji, a z tyłu instrukcja po chińsku, która niewiele mówi osobom nie znającym tego języka. Niby wiadomo, co trzeba zrobić- rozpakować, rozłożyć i dopasować do twarzy maskę(czas udało mi się odczytać), ale chciałabym jednak wiedzieć, co nakładam na twarz. Udało mi się uzyskać informację o tym, że ma działanie rozjaśniające, więc dobre i to. Przeszukałam internet i były to jedyne informacje, jakie udało mi się wygrzebać. Myślę, że warto byłoby zadbać o naklejkę z działaniem i składem po polsku.

Maska w płacie jest bardzo dobrze nasączona, ale płyn nie spływa z niej i w kontakcie ze skórą nie jest nieprzyjemna, a uwierzcie, że nie przepadam za tym typem masek. O dziwo tym razem jakoś poszło mi to sprawnie. Była na tyle dopasowana, nałożyłam ją, ubrałam okulary i mogłam swobodnie funkcjonować. Nie przeszkadzało mi to, że mam coś wilgotnego na twarzy, a fakt, że maska przylegała prawie idealnie do twarzy był bardzo komfortowy, bo nie musiałam martwić się, czy przypadkiem nie zsunie mi się z twarzy. Nie było też problemu z wyciekającym spod niej płynem. Z maseczką chodziłam ok 15-20 minut, a po zdjęciu nadmiar płynu wmasowałam w skórę. Nie widziałam sensu osuszania, czy wycierania twarzy- przecież o to chodzi, żeby składniki aktywne wniknęły i działały, jak najdłużej

Jakie są moje odczucia co do tej maski? Przede wszystkim przyjemny relaks, odprężenie skóry i delikatne napięcie. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy działa rozjaśniająco, bo po jednokrotnym użyciu ciężko stwierdzić jednoznacznie, ale sam efekt wygładzenia skóry mi się podoba. Do tego buźka była nawilżona i promienniejsza następnego dnia, więc myślę, że maseczka całkiem niezła. 
Przyznam szczerze, że jest to pierwsza maska w płacie, która mnie nie denerwowała i nie miałam ochoty zdjąć jej zaraz po nałożeniu. Być może skorzystam jeszcze z innych wersji tej maski, bo jest ich kilka.

11 komentarzy:

  1. muszę ją wypróbować z ciekawości i dla tego relaksu, podoba mi się jej forma.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiero odkrywam maski w płachcie. Wcześniej jakoś wybierałam te w tradycyjnej formie :) Ta maska wydaje się być interesująca, fajnie że nie ocieka płynem, który później się za nami leje - nienawidzę takiego efektu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak wolę te zwykłe chociaż te są wygodniejsze i szybsze. Zakładasz wyrzucapw i spokój;-)

      Usuń
  3. Nie lubię tego rodzaju masek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo polubiłam maseczki w takiej formie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja rzadko sięgam po takie maski ;) Wolę glinki ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogę się przekonać do masek w takiej formie, chociaż wyglądają ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziś ją w końcu muszę przetestować:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawa, muszę ją przetestować :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się odpowiadać na większość z nich:)