sobota, 31 października 2015

5 dni z Białą Perłą

O wybielaniu zębów już dawno myślałam, wgl twierdzę, że zęby to jedyna część mojego ciała, którą mogłabym poprawić. Nie żebym nie miała kompleksów, bo na swoim punkcie mam ich całe mnóstwo, ale nie poszłabym na żaden zabieg poprawiający urodę, oprócz wybielania. No niestety nie jest on w tej chwili na moją kieszeń. Z pomocą przyszła Biała Perła, którą dostałam na spotkaniu blogerek. Bardzo się z tego cieszę, bo jakiś rok temu zastanawiałam się nad jej zakupem, ale jakoś nie trafiła wtedy w moje ręce.

Biała Perła
System 5 dni
 cena- ok 60zł


Otrzymałam system 5 dni, który zawiera:

 

piątek, 30 października 2015

Serum 4D z efektem mezoterapii i UD

Mimo, że nie wierzę w cuda o wyszczupleniu i zmniejszeniu obwodów przez samo stosowanie preparatów, chętnie po nie sięgam. Tym razem padło na to oto cudo:
 

Eveline Slim Extreme 4D 

Skoncentrowane serum antycellulitowe `Mezoterapia & ultradzwięki`

 
cena/pojemność: 20zł/250ml




niedziela, 25 października 2015

Niedziela z YC-Margatita Time

   Prz ostatnim zamówieniu z goodies oprócz wosków(tradycyjnie) pokusiłam się jeszcze o sampler. Czytałam trochę na ich temat i chciałam spróbować. Sama dokładnie nie wiedziałam, jak będę go używać, czy jako świeczki, czy przerobię na wosk:)

dostępny na goodies.pl

Sampler z serii Classic o zapachu margarity i świeżo wyciśniętej limonki.


  Po odwinięciu folii, miałam w ręce maleńką świeczkę, postawiłam ją, zapaliłam i czekałam na zapach. Po jakimś czasie wyszłam i chciałam sprawdzić, jak intensywny będzie zapach. Mimo, że paliła się już jakiś czas, zapach czułam tylko zbliżając się do niej- owocowy, limonkowo cytrynowy, troszkę kwaśny, ale miły dla nosa.

   Wersja ze świeczką, nie wyszła, więc spróbowałam go przetopić na wosk i efekt był dużo lepszy, jednak za dużo z tym zabawy, więc to był pewnie mój ostatni sampler:) Chyba, że upatrzę sobie, jakiś zapach, a będzie tylko w tej wersji:)

piątek, 23 października 2015

Celebruj chwilę- Farmona- peeling solny

Zaległości mam straszne, tylko przeglądam wpisy i nie bardzo mam czas komentować, ale postaram się rano wstać i nieco więcej czasu na to poświęcić. Czas mija mi bardzo szybko. Wracam z zajęć i jest już wieczór, więc nie bardzo mam kiedy się wszystkim zająć, muszę się troszkę zorganizować. 

    Jeśli mowa o organizacji to ostatnio systematycznie się balsamuję, kremuję i peelinguję- jestem pod wrażeniem, bo do tej pory raczej robiłam to nieregularnie :)

Farmona

Peeling solny do ciała (Sunrise)

cena/pojemność: 19zł/320g


W jednym z moich ulubionych opakowań zamknięty jest właśnie ten peeling. Pod nakrętką znajduje się sreberko zabezpieczające,a tuż pod nim zbita, bardzo ziarnista substancja. 
Kolor pomarańczowy skojarzył mi się z egzotycznymi owocami, które przy pierwszym otwarciu wyczuwałam. Szkoda, że z każdym kolejnym użyciem zapach zmieniał się, aż do chwili, kiedy jest dziwny, trochę cierpki. Ale nie będę go za to przekreślać, na pewno nie! Przecież nie to jest najważniejsze.
   
   Lubię mocne drobinki, ale nawet dla mnie ten peeling jest bardzo mocny, dlatego używam go jedynie na wilgotną skórę. Masaż jest bardzo przyjemny, w kontakcie z wodą drobinki rozpuszczają się i po chwili stają się maleńkie. W tym czasie złuszczają naskórek i nawilżają skórę.
   Do tej pory peelingi stosowałam jedynie w celu złuszczenia, ten jednak dodatkowo nawilża i natłuszcza. Po osuszeniu jest ona na tyle mięciutka i przyjemna, że przeważnie nie używam już żadnego balsamu- nie mam takiej potrzeby. Pierwszy raz spotkałam się z peelingiem o takim działaniu i jestem pod wrażeniem.

    Bardzo wygodne rozwiązanie, kiedy nie ma czasu na wchłanianie balsamu- szybki masaż i gotowe.



   
    Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie i na pewno skuszę się na kolejne opakowanie, tym razem w innej wersji zapachowej, którą znam już z peelingów myjących [pisałam o nich tutaj]
Znacie? Lubicie?

wtorek, 20 października 2015

Jedwab do stóp No36- małe rozczarowanie

   Dzisiaj kolejny tydzień zajęć, a ja nie mam siły już tam chodzić. Serio, jestem zmęczona wstawaniem, jazdą, zajęciami, wszystkim. Tak, wiem, narzekam strasznie, ale nie podoba mi się to i już. Zmuszam się do wszystkiego, chyba nie ma zajęć, które mnie ciekawią, i na które będę chętnie chodzić. No może zielarstwo i laborki z pielęgnacyjnej.
   Ostatnio na blogach widziałam wpisy na temat tego jedwabiu, więc sama też dorzucę od siebie kilka słów, i nie będzie to raczej zachwyt nad produktem.


cena/pojemność: 7zł/75ml

   Niewielka buteleczka z plastikowym zamknięciem w bardzo oryginalnym i przyciągającym uwagę designie. Po przeczytaniu informacji byłam zachwycona, że będę mogła go wypróbować, bo być może problem otarć w końcu się rozwiąże!

   Spray ma dość intensywny, słodkawy zapach, co nieco dziwnie, skoro ma być też antyperspirantem, ale sprawdza się. Odświeża stopy, daje delikatne uczucie chłodzenia, więc wszystko ok. To, co ciekawe to pozostawienie jedwabistej powłoczki na stopach, która ma chronić przed otarciami. Sama powłoczka byłą dla mnie zjawiskiem dziwnym i niespotykanym do tej pory. Nie wiem, czy mi się to podobało, czy też nie.

    Przejdźmy do konkretów. Spryskałam stopy, odczekałam chwilę, jak zaleca producent i założyłam balerinki. Co prawda miałam je już kilka razy, ale wiedziałam, że obcierają, więc chciałam się przekonać, jak działa jedwab. No i niestety. Wielkie rozczarowanie, bo jeszcze przed wyjściem z domu musiałam nakleić plastry, bo już czułam, że wrócę boso. 

    Niestety u mnie jedwab się nie sprawdził w kwestii otarć, zużyję go pewnie w celach odświeżenia, ale nie sięgnę po niego ponownie.

Gabi K;*

niedziela, 18 października 2015

Niedziela z YC wild passion fruit

   Nie mogę uwierzyć, że weekend się kończy. Jutro na szczęście wolne, ale to wcale nie znaczy, że poleniuchuję sobie. Mam jeszcze dużo pracy, a mimo, że od wczoraj cały czas coś robię, jakoś wcale jej nie ubywa;/ Specjalnie wstałam wcześniej, żeby zacząć coś robić, ale zupełnie nie mam głowy, więc piszę post.


dostępny na goodies.pl

Owoc marakui przypomina swoją nietuzinkową postacią biblijną koronę cierniową. Właśnie przez wzgląd na konotacje z tym skojarzeniem – przez wieki nazywany był pasją. W wydaniu Yankee Candle pasja ma zupełnie inny format – pozbawiony trosk, rezolutny, dosłowny. Dlatego właśnie, w kompozycji Wild Passion Fruit łączą się najbardziej energetyczne i wprawiające w optymistyczny nastrój owoce południowe – słoneczny melon, dojrzała i bardzo soczysta mandarynka i wyjątkowa pasja, której niezwykły aromat pobudza wyobraźnię i ożywia marzenia o wyjeździe w gorące, rajskie tropiki.

    Wosk, który wykończyłam najszybciej. Bardzo orzeźwiający i nadawał się na relaks po treningu. Zapalałam go, idąc pod prysznic, żeby po chwili cieszyć się tropikalnym aromatem w pokoju. Jest w nim coś, co przywodzi na myśl pogranicze wiosny i lata. Na początku niewyraźna nuta zmienia się w dojrzałe mandarynki, które mocno energetyzują i wprawiają w optymistyczny nastrój,

sobota, 17 października 2015

No 36 na ratunek stopom

 Suche stopy po lecie? Odciski, popękana skóra, suchość , szorstkość. Myślę, że to nie tylko mój problem. Zwłaszcza po lecie, kiedy odsłaniamy stopy, zakładamy klapki, sandałki i nie bardzo przejmujemy się tym, że dla naszych stóp jest to ciężki okres. W moim przypadku nawet złuszczanie i codzienna aplikacja kremów nie jest w stanie nic zdziałać. Tak już się dzieje, że latem moje stopy wołają o pomstę, ale kocham sandałki i klapki, i nie mam zamiaru z nich rezygnować, dlatego po wakacjach z podwójną determinacją walczę o miękkie stopy.

Efekt już po jednym użyciu? Serio, nie wierzyłam w takie hasła aż do momentu, kiedy odkryłam to serum.

No36 
Skoncentrowane serum do stóp i  paznokci
cena/pojemność: ok.10zł/50ml

piątek, 16 października 2015

Upominki ze zlotu czarownic

Spotkanie było  prawie tydzień temu, mieliście okazję poczytać relację, ale pewnie jesteście ciekawi, co też ze sobą przywiozłam?
Wybaczcie, że post pojawia się dopiero dzisiaj, ale ostatnie dni były koszmarne, zastanawiam się w co ja się wpakowałam i po co mi to było? No dobra, ale powiedzmy, że do pierwszej sesji postaram się nie odpaść i psychicznie wytrzymać :)

Nasze organizatorki jak zwykle dały z siebie wszystko i zapewniły nam pełne ręce tobołków, a w nich kosmetyki do testowania. Sami zobaczcie.

  








 AVA




 



Wylicytowałam :
 




Jeszcze raz dziękuję organizatorkom i sponsorom.
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu:)

wtorek, 13 października 2015

Verona Estetiq- lakier nr 413

     Od kiedy przerzuciłam się na hybrydy po zwykłe lakiery sięgam bardzo rzadko. Chyba wiadomo, dlaczego. Wolę posiedzieć chwilę, zrobić paznokcie raz na kilka tygodni i nie martwić się o suszenie, odpryski i nie muszę specjalnie uważać, żeby ich nie uszkodzić.
Jednak skusił mnie kolorek, a że akurat byłam w domu i miałam chwilę, postanowiłam sobie pomalować paznokcie. Brr, żeby ja wiedziała, że tyle nerwów zje mi ten lakier...

Verona
Estetic nr 413
cena/pojemność: ok 5zł/10ml
Lakier do paznokci Estetic perfekcyjnie i równomiernie pokrywa paznokcie nadając intensywny kolor i połysk. Lakier odporny na uszkodzenia i ścieranie. Efekt trwałego manicure.

    Przygotowałam skórki, paznokcie, nałożyłam bazę i zabrałam się za malowanie. Jak mi się ten kolor podobał! Jedna warstwa, ok sucha, druga warstwa, włączyłam film i spokojnie siedziałam ponad 40 minut. Sprawdzam patyczkiem i? Nie wierzę! zupełnie jakbym przed chwilą pomalowała. Więc czekałam jeszcze ponad pół godziny. I co? To samo! W tym czasie zdążyłam go już uszkodzić, zrobić brzydkie ślady.
   Wkurzona poszłam po lakier z kropeczkami, żeby jakoś ukryć to, co się stało. No tak, kropki wyschły, ale pozostałe paznokcie nadal nie. Ratowałam się, jak mogłam, więc sięgnęłam po matowy lakier, który schnie błyskawicznie.
   Moja cierpliwość była już na wyczerpaniu, kiedy po kilku godzinach paznokcie zwyczajnie zaczęły się sypać. Tu odprysk, tam odprysk, to przy skórkach, to przy wolnym brzegu. Miałam ochotę płakać, tyle czasu spędziłam, żeby mieć paznokcie jako takie przez może 2-3h? Dziękuję bardzo.
   Doceniam wygodny pędzelek i prostą aplikację, ale uwierzcie, wolałabym się męczyć z malowaniem.
Na zdjęciach widzicie efekt po kilku godzinach. Pokazuję jedynie lewą rękę, bo prawej nawet nie chciałam fotografować. Jak widać odpryski wszędzie. Lakier był oczywiście błyszczący, a efekt matu doszedł po mojej ingerencji. 


Jeśli jeszcze raz mnie skusi kolor to proszę mnie kopnąć w szanowne cztery litery i nakazać zrobienie hybrydy!

poniedziałek, 12 października 2015

Relacja z sobotniego Zlotu Czarownic

Jak już pewnie wiecie w sobotę po raz kolejny spotkałam się z najlepszymi blogerkami. Chociaż o godz. 5.00 miałam ochotę wyrzucić budzik i nigdzie nie jechać, jednak udało mi się jakoś wstać. Przed spotkaniem wstąpiłam do Asi, u której ciepła herbatka nieco mnie pobudziła. Później odwiedziny u Kasi i już byłyśmy w drodze.

Sobotnie spotkanie odbyło się pod hasłem "Blogerskiego Zlotu Podkarpackich Czarownic" i początkowo miało być ono bardziej haloweenowe, ale niestety nie bardzo wyszło. Jak widać na zdjęciach, ujawniło się nasze diabelskie oblicze. Chociaż ja z Asią poszłyśmy raczej w królicze klimaty :)
Nasz meeting odbył się z restauracji "Kamienica" w Łańcucie, w której już miałam okazję być kilka miesięcy temu :) 
 

W spotkaniu wzięły udział:

 Nasz wspaniałe organizatorki- Kasia i Asia  

Początek spotkania to tradycyjnie wstępne pogaduchy, kto będzie, co będzie, co u kogo słychać itd.
Zaraz po tym dziewczyny wzięły się do pracy i rozpoczęły licytację na rzecz Tomka Depciucha. Na takiej jeszcze nie byłam, dziewczyny wręcz szalały i nie żałowały pieniędzy. Ja sama miałam ochotę przygarnąć kilka perełek, ale mój budżet nie bardzo na to pozwalał, więc od razu zostawałam przebita. Ale nie wyszłam z pustymi rękami ;)

Podczas licytacji udało nam się zebrać 921zł, co jest sporą sumką, więc myślę, że cel naszego spotkania został osiągnięty





 
Tuż po licytacji na stoły trafiły wcześniej zamówione pyszności. No, bo jak to spotkanie bez jedzonka? Przecież blogerki są takie głodne :) Część dziewczyn zamówiło pizzę, ale sporo z nas tym razem postawiło na sałatki. Mimo, że pizza kusiła, ja też wybrałam zieleninkę z kurczakiem. Była przepyszna, a tak sobie wyglądała
 
Nie obyło się bez słodkości, na które ja sobie jednak nie pozwoliłam.


   Gościem specjalnym byłą pani Regina, przedstawicielka Oriflame, którą osobiście miałam okazję poznać już wcześniej. Byłam też jej klientką w salonie kosmetycznym, więc wiedziałam, że jest bardzo miłą osobą i ciekawie opowiada.
   Z Oriflame miałam styczność już wcześniej, jako konsultantka, stąd też radość na widok upominków, które dostałyśmy. Miło będzie znowu używać kosmetyków tej firmy.

 
 

Przyszedł też czas na sesję zdjęciową. Możecie znaleźć akcesoria z PinkDrink

 

Ja wcieliłam się w koto-królika :)

 Nie zabrakło też Panów, ciężkie jest życie mężczyzn podczas blogerskich spotkań.





 

Nasze organizatorki postarały się, aby żadna z nas nie wyszła ze spotkania bez upominków.



 

Jeszcze raz dziękuję Kasi i Asi za zorganizowanie "zlotu", a dziewczynom za cudownie spędzony czas i udostępnienie zdjęć do relacji.

Niedługo postaram się pokazać Wam, z jakimi prezentami wróciłam:)