czwartek, 24 kwietnia 2014

Tutti Frutti- mus(owo) do ciała

Kolejne przerwy w postach... chyba nie umiem się motywować do systematyczności... chciałabym bardzo, ale zawsze jest 'coś' innego...

No postanowienia, czas na zmiany... oby wyszło mi to na dobre, chociaż patrząc na to, co wykombinowałam dzisiaj i mam w planie zrealizować, skończy się to płaczem.... Ale, jak nie spróbuję, to się nie dowiem....

Tyle z mojej strony, przejdźmy do konkretów. 
Dzisiaj owocowy post o musie, który kupiłam przez pomyłkę. Złapałam w Biedronce, myśląc, że biorę masełko :)


Tutti Frutti Melon & Arbuz mus do ciała

cena/pojemność: 12zł/ 275ml

Opis producenta:


Cudownie lekki mus do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych oraz rześkim zapachu świeżego melona i dojrzałego arbuza.
SOCZYSTE ORZEŹWIENIE CIAŁA I ZMYSŁÓW! ZASMAKUJ OWOCOWEJ RADOŚCI!
Arbuz to niezwykle soczysty i orzeźwiający owoc, uprawiany w odległych Indiach i mistycznych Chinach od niepamiętnych lat. W połączeniu z intrygująco słodkim zapachem melona tworzy doskonałą harmonię, przepełnia radością i przenosi myśli w kolorowy świat owocowej radości. Dzięki zawartości afrykańskiego masła karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie. Na długo pozostawia na skórze radośnie świeży, soczysty zapach, który pobudza i orzeźwia.



Moja opinia:

Tak, jak już wspomniałam mus został kupiony przypadkowo. Uznałam jednak, że na wiosnę trzeba przerzucić się na lżejsze mazidła(było to zanim moja skóra nie zaczęła protestować i łuszczyć się w każdym miejscu;/).
   Mus zamknięty w typowym dla firmy plastikowym słoiczku zabezpieczonym sreberkiem. Bardzo wygodne i ekonomiczne rozwiązanie, a przy okazji słoiczek później może posłużyć do innych celów:)
Szata graficzna przyciąga wzrok- kolorowa, owocowa, aż żal nie kupić.
   Wewnątrz znajdziemy puszystą, delikatną substancję, która jest bardzo rzadka, dlatego polecam nabieranie mniejszych ilości kosmetyku. Zapach- gdybym pisała ten post na samym początku używania, skrytykowałabym go. Miałam problem z przekonaniem się do niego, nie wyczuwałam owoców, ale trawę. Z czasem jednak zapach trawy się ulotnił, a pozostała miła dla nosa woń. I co ważne, utrzymuje się długo. Biorąc prysznic kilka godzin po posmarowaniu się nim, przy kontakcie skóry z wodą, nadal go wyczuwałam.
   Sam mus łatwo rozprowadza się po skórze, jednak wchłania się wolno i niestety efekt nawilżenia jest minimalny. Właściwie wspomniana przez producenta gładkość jest wyczuwalny jedynie przez moment. Jest to dla mnie minus. Jednak nie skreślam go zupełnie, bo mam do firmy zaufanie, a fakt, że zapach utrzymuje się na skórze długo skłania mnie do tego, żeby pozytywnie się o nim wypowiedzieć :)

Ps. Nie chwaląc się bardzo w czerwcu będę z fabryce Farmony... ale się nawącham <3 Powoli chyba zacznę robić listę 'must have', żeby nie wykupić całej fabryki i nie stracić milionów :)

Pozdrawiam, Gabi :*

środa, 9 kwietnia 2014

Sylveco- balsam brzozowy z betuliną

Balsam brzozowy z betuliną



cena/pojemność : 35zł/ 300ml
  

Opis producenta:

Skóra sucha, wrażliwa, szorstka i łuszcząca się wymaga długotrwałego nawilżenia i natłuszczenia. Olej z pestek winogron, wiodący składnik balsamu brzozowego, przywróci uczucie elastycznej, miękkiej, gładkiej i zdrowej skóry, a betulina zmniejszy uczucie swędzenia.

Balsam brzozowy z betuliną
powstał na bazie naturalnego oleju z pestek winogron, bogatego w flawonoidy i antyutleniacze, które wspomagają regenerację, a przede wszystkim znacznie opóźniają efekty starzenia się skóry. Balsam nie zawiera kompozycji zapachowych - jest hypoalergiczny, nadaje się do każdego rodzaju skóry, szczególnie wrażliwej i skłonnej do uczuleń. Główne substancje aktywne - betulina i kwas betulinowy, uzyskiwane z kory brzozy, łagodzą wszelkie podrażnienia i pobudzają komórki do odnowy. Ekstrakt z aloesu przywraca skórze właściwy poziom nawilżenia, natomiast dodatek witaminy E zabezpiecza ją przed negatywnym wpływem środowiska.
  

Moja opinia:

   Produkt zapakowany w elegancki kartonik, wewnątrz ulotka i pojemnik z pompką. Samo opakowanie nie jest szczególne- białe, sporych rozmiarów, jednak sam fakt, że posiada pompkę już sprawia, że jest jednak 'inne'. To duże ułatwienie przy aplikacji, nie ma problemu z wyciśnięciem zbyt dużej ilości. 
   Kilka pompek wystarczy, aby rozprowadzić preparat po skórze. Sam balsam ma gęstą i stosunkowo ciężką konsystencję, co jednak nie jest jego wadą. Rozsmarowuje się zaskakująco dobrze, a wchłanianie też nie trwa wiecznie. Nie pozostawia tłustego filmu, ale uczucie przyjemnego nawilżenia. Niestety po wieczornym zabiegu i milusiej skórze, rano skóra znowu jest przesuszona. 
   Nie wspomniałam jeszcze o jednej ważnej kwestii- zapach. Pierwsze spotkanie?- o no, no, no... never again. Miałam ochotę zmyć go z siebie. Te z Was, które mają/ miały do czynienia z dzieckiem wiedzą, jaki zapach ma wydzielina, kiedy dziecku się 'uleje'... tak, zdecydowanie nie jest on piękny. Takie było moje wrażenie, ale z czasem używania albo przyzwyczaiłam się do niego, albo ulotnił się i zupełnie przestał przeszkadzać.


   Chciałabym powiedzieć, że to produkt wart wysokiej ceny, jednak cudowne nawilżenie trwa dosłownie kilka godzin, a w dodatku zużyłam go w błyskawicznym tempie, więc nie należy do najwydajniejszych.

   Nie wiem, co w ostatnich miesiącach dzieje się z moją skórą, ale w żaden sposób nie da się jej nawilżyć.
Znacie jakieś balsamy, masła etc., które maksymalnie nawilżają? Bo smaruję się kilka razy dziennie, a i tak po chwili jestem sucha;/



czwartek, 3 kwietnia 2014

Baylla- maska wybielająca

   Niech mi ktoś ktoś doda przynajmniej 4h do doby, bo ciągle mi ich brakuje.;/ A dzisiaj zamiast robić coś pożytecznego i korzystać z faktu, że zajęcia się szybko kończą siedzę i rozkminiam prezentację na informatykę. Wspaniale. Bo tak mi się to w życiu przyda... Nie wiem, jak się za to zabrać, co to dokładnie ma być i wgl totalna strata czasu....
    Dzisiaj już muszę nadrobić kilkudniowe zaległości w czytaniu Waszych postów, obiecuję. Nie zasnę dopóki ich nie przeglądnę:)



EXCLUSIVE WHITENING AND MOISTURIZING COMPLEX MASK

 

cena: ok 20zł/ 1 płat

  

Moja opinia:

   Maskę otrzymałam na spotkaniu bloggerek już jakiś czas temu, jednak z recenzją musiałam chwilę poczekać. O ile na spacerowanie w mazidle na twarzy po pokoju, czy korytarzu niewiele osób zwraca uwagę , o tyle wyjście chociażby do toalety w płacie mogłoby się okazać nieco dziwne. Dlatego też wykorzystałam czas, kiedy byłam w domku i dopiero wtedy zapoznałam się z tym oto cudem.
   Tak, jak wspomina producent maska ma kształt płata z otworami na oczy, nos i usta oraz zaczepy za uszami, które są niezwykle przydatne i zapewniają stabilność maski. Sama w sobie jest na tyle elastyczna, że dopasowuje się do twarzy, chociaż w niektórych miejscach ma tendencję do odchodzenia, ale to oczywiste- na miarę mi jej nie robili.
   Pierwszy kontakt z maską? Chłodna, śliska, ale bardzo delikatna, pachnąca, nie drażniącaC żadnego zmysłu. Nie należę do osób wrażliwych, jednak sama 'przyjemność' chodzenia z czymś oślizgłym na twarzy nie była dla mnie specjalnie komfortowa.
   Po 30 minutach ściągnęłam maskę i pierwsze co zauważyłam do delikatne napięcie skóry i nawilżenie. Była ona gładka w dotyku. Efektu rozjaśnienia nie zauważyłam nie zauważyłam, ale twarz zdecydowanie wyglądała lepiej, była odświeżona i promienna.

A teraz kilka zdjęć:

Sama nie wiem, czy kupiłabym tą maskę. Nie należy do najtańszych, jak na jednorazowy zabieg, ale działa samo w sobie chyba zasługuje na pochwałę.

Używałyście? Znacie markę Baylla?
Gabi, K