piątek, 15 lutego 2013

Śmierdzący potwór...

...czyli Dermika, Let`s Dance, Zielona maseczka supermatująca dla cery tłustej `Hip-Hop`

 Od razu zaznaczam- nie przestraszcie się, kiedy zobaczycie zdjęcia:P Moja mama o mało nie dostała zawału (a jest przyzwyczajona do mazideł na mojej twarzy), a sis uciekła z krzykiem.

 
Cena: 3.99 zł
Pojemność: 10 ml
Będąc na zakupach w drogerii, wpadła mi w oko promocja, więc oczywiście kupiłam tą maseczkę z czystej ciekawości. Jaki był efekt? Przeczytajcie.:)
Od producenta:
'Masz problem z tłustą, wiecznie świecącą się cerą? Wypróbuj zieloną maseczkę matującą z błotem organicznym i antybakteryjnymi olejkami. Dzięki niej odzyskasz matową, gładką cerę. Natychmiast poczujesz się atrakcyjna, gotowa na randkę i imprezkę w rytmie hip-hopu. Fantastyczna…

Nałóż grubą warstwę maseczki na skórę twarzy, omijając okolice oczu. Pozostaw na 15–20 minut, a następnie spłucz dużą ilością wody. Efekt natychmiastowy!'



Moja opinia:
Zacznę od początku. Podeszłam do niej bardzo pozytywnie- za sprawą opakowania(swoją drogą wystarcza na dwa użycia). Otworzyłam, wzięłam na palca, posmarowałam twarz i? aaa!!! Co tak śmierdzi?! Matko, pewnie przeterminowane! Ale? Nie, jeszcze długi termin ważności, więc o co chodzi? Algi- śmierdzące jak stara, zepsuta konserwa. Zapach zabójczy (dosłownie). Przeraził mnie, ale postanowiłam wytrzymać to jakoś. Warto było? O tak! Zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Po zmordowaniu zapachu i zmyciu jej od razu poczułam, że było warto cierpieć. Skóra od razu wydala mi się czystsza, gładka i przede wszystkim MATOWA. Byłam tylko ciekawa, jak długo utrzyma się mat. O dziwo bardzo długo, rano nadal się nie świeciłam(a świecę się już 5 minut po umyciu twarzy, jeżeli nie mam pudru;/). I co najlepsze- w ciągu dnia również nie świeciłam, jak świetlówa! Owszem, moja twarz nie była cudem matu, ale sam fakt, że nie błyszczę był cudowny:) Tak więc, przeprosiłam się ze smrodem tej maseczki i z całą pewnością kupię kilka kolejnych sztuk, a przy okazji wezmę na próbę inne z tej serii:)

A teraz ja, czyli śmierdzący potwór:
po nałożeniu, piękny śmierdziuch:)

15 minut później ze skorupką(nadal śmierdzącą)

A jak jest u was z maseczkami? 
Miałyście już przyjemność z takim smrodkiem?

10 komentarzy:

  1. oj jak śmierdząca to ja bym nie chciała, ja lubię jak mi coś pachnie pod noskiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba nikt nie lubi smrodku:) ale czego się nie robi dla piękna:)

      Usuń
  2. Nie miałam tej maseczki.:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym sie nie zdecydowala jak smierdzi, lubie raczej mile zapachy, a nie takie hehe ale kazdy ma inny gust:)

    ps.Jesli lubisz konkursy to u mnie do wygrania są bony na buty:) zapraszam
    http://justynasinspirations.blogspot.com/2013/02/konkurs-z-mergpl.html

    OdpowiedzUsuń
  4. ja miałam kiedyś na buzi maseczkę szlamową z firmy schaebens :D tez niezły z niej smrodek był :D

    OdpowiedzUsuń
  5. E tam, bardzo fajnie wyglądałaś :) Nie znam tej maseczki, ale skoro daje efekty to smrodek można wytrzymać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie:) chociaż przy drugim użyciu miałam wrażenie, że ten smrodek jest jakby delikatniejszy:) Pewnie się przyzwyczaiłam.

      Usuń
  6. ja uwielbiam takie maseczki :D

    zapraszam do wzięcia udziału w rozdaniu :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się odpowiadać na większość z nich:)